Czternaście polubień. Trzysta złotych na reklamę i dwa zapisy. Opis usługi przepisywany trzeci raz, bo coś w nim zgrzyta - tylko nie wiadomo co.
„To ja”
Konkretna scena z jej wieczoru. Nie diagnoza, nie etykieta.
„No i co z tego mam”
Rachunek za kolejny rok. Nie straszenie.
„Nie jestem wariatką”
Zdjęcie winy. Zawsze przed ceną.
„Czyli da się inaczej”
Jedna rzecz do zobaczenia albo zrobienia dzisiaj.
„Ona wie, co mówi”
Kto prowadzi i czemu to nie jest teoria z książki.
„To jest to”
Pełna nazwa, cena, co dostaje i ile to trwa.
„Robię pierwszy ruch”
Jedno wezwanie. Jeden odnośnik. Zero „albo”.
Nie licz pieniędzy z reklam, to akurat drobne. Policz wieczory. Ten post pisałaś czterdzieści minut. Poprzedni godzinę. Opis usługi przepisywałaś trzy razy i nadal go nie opublikowałaś.
Za rok o tej porze będziesz siedzieć nad tym samym akapitem. Z innym produktem, w innej porze roku, z tym samym uczuciem, że gdzieś tu jest błąd, tylko nie widać którego.

Ta sama kobieta, która nie odpisała na Twój post, zapisała się w zeszłym tygodniu u kogoś innego. Nie u lepszej specjalistki. U kogoś, kto napisał jedno zdanie, w którym ona się rozpoznała.
Twój tekst też ją opisywał. Tylko w takich słowach, w jakich ona o sobie nie myśli - i dlatego przeszła obok, nie wiedząc nawet, że przeszła obok czegoś swojego.


Nikt Cię tego nie uczył. Na żadnym kursie nie padło zdanie, które to rozstrzyga, bo wszystkie mówiły, że tekst ma być „angażujący” i „autentyczny”. Spróbuj z tego coś zbudować o dwudziestej trzeciej, nad pustym polem.
To nie brak talentu ani charakteru. To brak jednego narzędzia: sposobu, żeby pokazać palcem miejsce, w którym tekst się urywa.
To samo zdanie o tej samej kobiecie. Po lewej etykieta, po prawej scena.
Masz problem z granicami.
Znowu powiedziałaś „tak”, chociaż całą sobą chciałaś powiedzieć „nie”.
Na lewe zdanie można odpowiedzieć „u mnie to nie do końca tak” i przewinąć dalej. Na prawe nie ma jak - albo je znasz, albo nie.
To jest cała różnica i da się jej nauczyć w jedno popołudnie. Reguła brzmi: scena ma mieć przedmiot, porę dnia albo cudze zdanie w środku i musi dać się sfilmować. Takich reguł jest kilkanaście i każdą sprawdzasz na gotowym tekście, zanim go opublikujesz.
Po lewej etykieta. Po prawej scena - z przedmiotem, porą dnia albo cudzym zdaniem w środku. Przewiń i sprawdź, na które reagujesz.
Masz problem z granicami.
Znowu powiedziałaś „tak”, chociaż całą sobą chciałaś powiedzieć „nie”.
Nie potrafisz odpuścić.
Poprawiasz po kimś załadowaną zmywarkę. W milczeniu.
Odkładasz siebie na koniec.
Obiad jesz na stojąco, o piętnastej, nad zlewem.
Czujesz się niewidzialna.
Mówisz coś na zebraniu. Cztery minuty później ktoś mówi to samo i wtedy sala kiwa głową.
Boisz się zmiany.
Wizytówka firmy leży w szufladzie od lutego. Nikomu jej nie wysłałaś.
Żyjesz cudzym planem.
Otwierasz kalendarz w niedzielę wieczorem. Nie ma w nim ani jednej rzeczy, którą wpisałaś sama.

Metoda jest autorska i spisana. Te same siedem myśli stoi pod każdym tekstem w tej marce - nie powstały na potrzeby szkolenia, tylko z pracy nad własnymi kampaniami.
Na warsztacie pracujemy na prawdziwych tekstach. Także na tych, które nie wypaliły. One uczą najwięcej i nikt nie musi być dla nich uprzejmy.
Standard uczy rozpoznawać cudze awarie. Rozbudowany uczy pisać i redagować. Selfgrow i workbook robisz sama, w swoim tempie.
Po trzech godzinach patrzysz na cudzą reklamę i mówisz, która myśl w niej wypadła. Palcem, nie przeczuciem.
597 zł Zobacz → Warsztat na żywoPiszesz cały tekst od zera, przy świadkach, na czas. Potem redagujesz cudzy według protokołu.
997 zł Zobacz → Praca własnaOsiem modułów z kluczem. Cztery tygodnie, dwa moduły na tydzień, zero dojazdów.
297 zł Zobacz → ĆwiczeniaDziesięć rozgrzewek i cztery karty robocze. Pierwsze ćwiczenie robisz w kwadrans.
97 zł Zobacz →Po jednej kartce z każdego wariantu. Puste formularze - tak wygląda robota, którą będziesz wykonywać.





Za rok ten sam akapit albo jeden wieczór z kartką. Tyle wyboru.
Workbook, dziewięćdziesiąt siedem złotych, jeden wieczór. Wystarczy, żeby sprawdzić, czy ta metoda do Ciebie pasuje - na Twoim własnym tekście, dziś.
Bez limitu miejsc i bez znikającej promocji. Jest tylko kolejny rok tych samych wieczorów.
Sposobem pisania, w którym jednostką pracy nie jest akapit, tylko zdanie, które odbiorca ma sobie pomyśleć w tym miejscu tekstu. Myśli jest siedem i idą po kolei: od „to ja” do „robię pierwszy ruch”. Każda ma warunek zaliczenia, więc da się sprawdzić palcem, która wypadła.
Nie uczy stylu ani chwytów. Uczy sprawdzać gotowy tekst: rozpisujesz go na tabelę, wiersz na akapit, i widzisz, w którym miejscu czytelnik przestaje myśleć to, co miał pomyśleć. Rytm zdań, typografia i zakazane frazy to osobna warstwa, tu jej nie ma.
Dla osób, które same piszą o swojej usłudze - posty, opisy, wiadomości po zgłoszeniu - i widzą, że coś nie działa, ale nie umieją wskazać co. Doświadczenie w pisaniu nie jest potrzebne.
Standard uczy rozpoznawać cudze awarie. Rozbudowany uczy pisać i redagować. Selfgrow i workbook robisz sama, w swoim tempie. Najtaniej sprawdzisz metodę workbookiem: jeden wieczór, własny tekst.
Nie. Dowozi odbiorcę do rozmowy albo do koszyka i tam się kończy. Samej rozmowy sprzedażowej nie prowadzi i nie udaje, że prowadzi.